logo

logo

czwartek, 15 grudnia 2011

Podstępne bomby kaloryczne – słodycze i słone przekąski, czyli naga prawda o pustych kaloriach




Każdy wie, że słodycze tuczą, a chipsy to sam tłuszcz. Ale i tak większość z odchudzających się skubnie jedno ciasteczko czy kilka orzeszków, bo przecież one takie małe, niepozorne. A potem się każdy dziwi i sfrustrowany mówi: no próbowałem wiele diet, żadna na mnie nie działa.
Sama popełniałam błędy żywieniowe przez większość swojego życia, sama wiele razy mówiłam, że ja tak mam, że diety na mnie nie działają. Dlatego postanowiłam podzielić się z Wami moją wiedzą, taką wiedzą zwykłego człowieka, który zanim przejdzie na dietę powinien sobie uświadomić to, że nasze małe grzeszki, to tak naprawdę niewybaczalne grzechy kaloryczne.


SLOGANOWE MITY
Ile to ma kalorii?
Obserwuję ludzi i widzę, że nie chudną, bo chyba nie są świadomi tego co jedzą. Jakiś czas temu podczytywałam fora dietetyczne, chciałam wiedzieć jakie tam są pomysły na chudnięcie, myślałam, że może któryś przechwycę. Weszłam na pierwszy lepszy wątek, a tam przez 4 strony debata ile kalorii ma ptasie mleczko, bo leżą 3 małe kostki przed dziewczyną i ona myśli czy może je zjeść czy nie, czy jej zaszkodzi w odchudzaniu czy nie. Pyta koleżanek, żeby ją wspierały w tej ważnej decyzji, aż po 4 stronie pisze: zjadłam. To było dość zabawne z moje punktu widzenia, bo widziałam siebie sprzed kilku lat. Ja nie patrzyłam, że coś jest kaloryczne, ja patrzyłam, że jest małe. Podstawowy błąd, to przejść na dietę i pozwalać sobie na „małe co nieco” zbyt często.

Puste kalorie
Zacznijmy od tego, że puste kalorie to takie pojęcie, które wielu osobom nie mówi nic. Pusty kojarzy nam się z zerem, ale puste kalorie nie oznaczają zera. Jest to zero pod względem odżywczym, natomiast dostarcza nam tej złej energii, która się magazynuje boczkach i bioderkach. Dlatego nie warto jeść słodkiego, słonych przekąsek, bo głodu nie zaspokoją, wartości odżywczych, witamin i minerałów nie dostarczą, a dodatkowych kilogramów owszem i to w szybkim tempie.

Tendencja do tycia
Jestem przeciwniczką tego stwierdzenia i tłumaczenia swojej kiepskiej figury tymi słowami. Owszem, zgadzam się z tym, że są szczęśliwcy z super przemianą materii i mogą jeść za dwoje, a i tak są szczupli. Zgadzam się również z tym, że każdy tyje inaczej i jeden ma tendencje do dużej pupy, inny do wypukłego brzuszka, a jeszcze inny do grubawych nóżek. Ale obserwując ludzi stwierdzam, że wiele osób, które znam zajada ciasteczko za ciasteczkiem, orzeszka za orzeszkiem i mówi mi przeżuwając kolejne ciacho: „tobie to dobrze, szczupła jesteś, ja nie mogę schudnąć, bo mam tendencje do tycia, u mnie to rodzinne”. A ja wtedy myślę sobie, że to nie jest tendencja do tycia, to jest tendencja do jedzenia, a to dwie różne sprawy. A czemu rodzinne? Bo jak mama tłusto gotuje i dogadza dzieciom, to wszyscy w rodzinie wyglądają tak jak wyglądają. Po mojej rodzinie widzę, że wieloletnie tłumaczenie się tendencjami do tycia jakoś nagle przestało działać jak wszyscy się zaczęli zdrowo odżywiać, więc jednak to nie do końca geny. Choć nie twierdzę, że nie mają żadnego wpływu, ale myślę, że przy porządnej pracy nas sobą i swoim talerzem znacząco można tą teorię „tendencji do tycia” obalić.

Świadomość kaloryczna
Myślę, że mogę o sobie powiedzieć, że jestem „uświadomiona kalorycznie”. Nie patrzę na normalne jedzenie przed pryzmat kalorii (już nie, bo na diecie było to moją lekką obsesją), ale na słodycze i przekąski nadal tak patrzę i w sumie się z tego cieszę, że mi taki nawyk pozostał, bo łatwo się zapomnieć. Warto sobie wzrokowo uświadomić, jak niewiele trzeba, żeby zjeść w ciągu dnia za dużo. Zachęcam do przyjrzenia się tym zdjęciom, bo niektóre naprawdę wywołują powszechne zdziwienie i lekki szok, szczególnie wśród tych, co się nigdy nie interesowali kaloriami.


CZEKOLADOWA ROZKOSZ
Czekolady, cukierki czekoladowe, wafelki w czekoladzie… Większość z nas to lubi. A skład czekolady to przede wszystkim miazga kakaowa, tłuszcz kakaowy, tłuszcz cukierniczy, cukier, środki słodzące, czyli generalnie sam cukier i tłuszcz. Wartość energetyczna czekolady to średnio 550kcal/100g, a 100g to jedna tabliczka czekolady. W tej jednej tabliczce 30% to tłuszcz, 60% to węglowodany, a to wszystko idzie nam w boki, niestety. Jedząc czekoladę na diecie ciężko będzie zachować poziom 1200kcal dziennie.

Złapane przypadkiem, czyli jak mało i dużo zarazem
Przedstawiam niepozorne, złapane w przelocie czekoladki, takie jedne z bardziej popularnych wyrobów typowo czekoladowych.




Ptasie mleczko (2 kostki) – 100kcal
Czekolada mleczka (4 kostki) – 120kcal
Michałki (2 cukierki) – 160kcal
Tofeefe (3 cukierki) – 120kcal


Orzeszki i inne maleństwa w czekoladzie
Poniżej talerzyki odpowiednio od lewej: cukierki M&M, rodzynki w czekoladzie, draże orzechowe. Na każdym talerzyku 100kcal. A kto z nas łasuchów kończy na kilku rodzynkach? Założę się, że niewielu ma tak silną wolę, zazwyczaj jest to dużo więcej, bo się je i się tego nie czuje ile się zjadło. Przynajmniej ja tak miałam, że jak już, to cała paczka.


No a jak już mówimy o tym, że na kilku drażach się nie kończy, to zdjęcia poglądowe całych paczek, które zazwyczaj kupujemy.





Rodzynki w czekoladzie (paczka 100g) – 430kcal
Cukierki M&M (paczka 110g) – 540kcal
Żelki (paczka 100g) – 355kcal
Draże orzechowe (paczka 80g) – 370kcal


Batony czekoladowe
To częsta przegryzka w przelocie, która ma nam dodać energii. Tylko, że oprócz energii dostarcza nam pustych kalorii i tłuszczyku w boczkach.

Baton Lion – 210kcal
Baton Snickers – 260kcal
Baton Twix (2 paluszki) – 252kcal
Baton Mars – 210kcal
Baton z nadzieniem toffi – 210kcal
Baton Kinder Bueno (2 batoniki) – 252kcal



CIASTA I CIASTECZKA
Zwykle mnóstwo cukru, tłuszczu, często z dodatkami orzeszków, czekolady, maziastych kremów. Zarówno te sklepowe gotowce na wagę, jak i domowe pieczone ciacha, to samo zło z punktu widzenia diety. Najlepiej unikać, bo to bardzo podstępne bomby kaloryczne.

Ciasteczka, pierniczki i wafelki
Kilka popularnych ciasteczek kruchych, wafelków i pierniczków, o których można jednocześnie powiedzieć „małe a cieszą” i „małe a tak kuszą na diecie”.




Delicje (2 ciasteczka) – 110kcal
Piernik w czekoladzie – 130kcal
Piernik w lukrze – 150kcal
Wafelek Grześki w czekoladzie – 210kcal





Ciastko pomarańczowe – 160kcal
Kruche ciasteczka maślane (2 sztuki) – 150kcal
Ciastko z galaretką – 140kcal
Rurki nadziewane (3 sztuki) – 165kcal





Wafelki kakaowe (2 sztuki) – 150kcal
Wafelki śmietankowe (3 sztuki) – 150kcal
Herbatniki (6 sztuk) – 130kcal
Biszkopty duże (5 sztuk) – 120kcal

Ciacha z cukierenki
Dla tych, co tak bardzo lubią serniczki, szarlotki i inne pieczone pyszności z cukierni (lub od mamusi).





Sernik (1 porcja) – 300kcal
Szarlotka z kruszonką (1 porcja) – 320kcal
Napoleonka (1 porcja) – 350kcal
Ciastko z dziurką z bitą śmietaną – 310kcal





Pączek z budyniem w lukrze – 400kcal
Bułka słodka z makiem – 350kcal
Bułka słodka z budyniem – 380kcal
Rogal francuski z nadzieniem czekoladowym – 350kcal



Moje dietetyczne słodkości może i są mniej tuczące niż inne i w jakiś tam sposób nas na chwilę zadowolą, ale to nie oznacza, że można jeść je bez umiaru, bo swoje kalorie też mają.





Torcik a’la rafaello (1 porcja) – 150kcal
Jogurtowiec (1 porcja) – 105kcal
Tartaletki (2 sztuki) – 150kcal
Orzeszki (4 sztuki) – 140kcal


SŁONE I SŁODKIE MALEŃSTWA
Imprezowe szaleństwa, które u niektórych niestety nie są jedynie okazjonalnie. Te małe orzeszki, chipsiki, paluszki – to nas gubi. Spotkałam się nawet z taką teorią: „zapycham się orzeszkami, bo są zdrowe i małe”, to cytat prosto z jednego z forum. Albo ktoś pisał, że lubi słodycze i żeby o nich nie myśleć zajmuje ręce paluszkami słonymi. Dlatego myślę, że czas na bolesną prawdę o tych niepozornych przegryzkach, bo nie jest tak kolorowo jak nam się wydaje.

Słone przekąski
O chipsach można powiedzieć jedno – niezdrowe, ale i tak je jemy. Przeciętnie chipsy mają ok. 525kcal/100g, z czego 30% to tłuszcz a 50% węglowodany. To i nic dziwnego, że zasłużyły na miano tuczących. A krakersy? O tym jakoś mniej się mówi, a mają niewiele mniej, bo 500kcal/100g. A nasze leciutkie słone paluszki (zresztą nie tylko słone), które w ogóle na tłuste i tuczące nie wyglądają to 420kcal/100g. Także wszystkie takie przekąski darujcie sobie, bo nie schudniecie. Na wszystkich talerzykach są ilości odpowiadające 100kcal.


Orzeszki
Orzechy są zdrowe, temu zaprzeczyć nie mogę. Zawierają nienasycone kwasy tłuszczowe potrzebne do prawidłowego funkcjonowania organizmu. Mają dużo witamin, są bogactwem białka. Ale to nie powinno nas zachęcać do przegryzania. Ich właściwości zdrowotne to jedno, ale właściwości kaloryczne to średnio 620kcal/100g, z czego 60% to tłuszcz. Na diecie nie polecam zasiadać z paczką, orzeszek za orzeszkiem, a licznik kaloryczny szybko bije. Na zdjęciach dosłownie po kilkanaście sztuk i 100kcal zgromadzone.










Podobnie nie polecam skubania pestek dyni i słonecznika, też są zdrowe, ale bardzo zgubne. Takie zajęcie rąk na dłuższą chwilę, a bilans kaloryczny pokaźny, bo jedne i drugie mają średnio 550kcal/100g. Na talerzykach jedynie 100kcal.



Suszone owoce kandyzowane
Suszone owoce generalnie też są zdrowe, są bogatym źródłem błonnika. Suszone rodzynki, suszone śliwki są smaczne i zdrowe, ale kalorie to też nic ciekawego, choć już nie aż tak strasznie jak przy orzeszkach – średnio 280kcal/100g i ok. 70% to węglowodany. Owoce kandyzowane trochę więcej kalorii, bo są ze spora ilością cukru, 330kcal/100g z czego 65% z tego to węglowodany. Także przyjrzyjcie się ilościom odpowiadającym 100kcal.


Myślę, że komentarz podsumowujący jest zbędny, każdy niech wyciągnie wnioski czy warto na diecie podgryzać czy lepiej się powstrzymać. Mam nadzieję, że wielu z Was pokazałam jak łatwo popełnić błędy, przez które stosowane diety nie przynoszą rezultatów.




62 komentarze:

  1. Tak, dobrze mieć świadomość, co ile ma kalorii. Nie mniej jednak czasem można pozwolić sobie na przyjemności, prawda? ;) Byle w granicach rozsądku.

    OdpowiedzUsuń
  2. No pewnie, ja tu pisze o chwilach ścisłej diety i małych pułapkach kalorycznych :) No nie ukrywam, że na potrzeby tych zdjęć te wszystkie słodkości przwinęły sie przez moje ręce i też jadłam :D Tylko ja juz po diecie, to sobie czasem pozwalam, ale wszystko pod kontrolą.

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie kupuję słodyczy w sklepie, potrafię przejść obok nich nawet na nie patrząc, ale jak są w domu np po swiętach, kiedy moje dziecko dostaje je od wszystkich jest już gorzej, nie potrafię się oprzeć i skończyć na małym kawełeczku czekolady.Świetna strona dziękuję.

    OdpowiedzUsuń
  4. Jestem pod wrażeniem Twojego BLOGA, przeczytalam go dziś w nocy z wypiekami na twarzy bo mialam wrazenie ze czytam SAMA SIEBIE:) rozumiesz? Mysle tak samo jak Ty, od stycznia tego roku dzieki ZDROWEMU JEDZENIU schudłam 23 kg. Tez prowadze blog-pamietnik czy moglabym pokazać Twoje przepisy i rady swoim czytającym? Ciesze się, że Ciebie znalazłam. Mój blog to: http://diety.onet.pl/index.php/mid/49/fid/341/diety/odchudzanie/du_id/1063406

    OdpowiedzUsuń
  5. Karolinko, byłam na blogu, gratuluje wyników :)Przepisy i rady pokazuj jak najbardziej, niech mnie tu odwiedzają, to będę miała większą motywację do pisania, a pomysłów mam wiele na tego typu "artykuły" o zdrowym żywieniu :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Cieszę się niezmiernie:) Powiem szczerze, że mimo "ODWYKU" słodkościowego trwającego od stycznia jak patrzę na zdjęcia w poście powyżej to mam ślinotok :) ale wiem, że jakby leżały przede mną te słodkości to nie ruszę nawet okruszka, to już mam opracowane ;) Będę się odzywać, zapraszam też do mnie chociażby po inspiracje na wegetariańskie obiady. Dziś narobiłam klusek leniwych (twarogowych, podpatrzonych u osób "dukających") będę miała na jutro na obiad, dorobię tylko warzywka na parze i voila ;) Pozdrawiam i mam nadzieję do napisania!

    OdpowiedzUsuń
  7. A co ja mam powiedzieć? Takie poświęcenie dla moich czytelników, wszystko do domu znosiłam, żeby zdjęcie zrobić :)I leżało i kusiło, ale na szczęście mam dzieci, które mnie uratowały i pochłonęły większość tych słodkości :) Ja już teraz czasem sobie pozwalam na ciasteczko, ale przez okres diety, prawie 5 miesięcy nic a nic nie ruszyłam, tak jak mówisz, nawet okruszka, taka twarda byłam!

    OdpowiedzUsuń
  8. A ja nie potrafie sobie odmówić. Nie to, że zjem od razu całą tabliczkę czekolady, ale po obiedzie zawsze muszę mieć coś słodkiego pod ręką. Przeważnie są to moje wypieki. Kiedyś potrafiłam skonsumować dwa snickersy, popić colą i za chwile zjeść syty obiad i nic się nie działo. Teraz, kiedy już tak dużo fizycznie nie pracuje musiałam się wziąść za siebie bo czułam, że rosłam w oczach z dnia na dzień. Ale do tej pory musi być coś co chociaż troszkę da mi cukru, czy to jogurt czy ciacho. Wszystko dla ludzi ale w rozsądnych ilościach.

    OdpowiedzUsuń
  9. a ja mam parę uwag. Tak, jak pisałaś - orzechy i nasiona słonecznika i pestki dyni są kaloryczne. ALE to są tak zwane zdrowe kalorie. Jasne - jak zjesz 100g orzechów to będzie za dużo, jednakże każdy do prawidłowego funkcjonowania (a kobiety m.in. miesiączkowania) potrzebuje zdrowych tłuszczy. Orzechy (poza ziemnymi) zawierają je i uzupełniają je w diecie idealnie. Ważne, aby codziennie dostarczać sobie produktów zawierających NNKT - a najwięcej NNKT mają właśnie orzechy, oprócz nich pestki itd. Ja będąc na diecie jem po 10-15g i jest to idealna dawka. ;)
    Druga sprawa - mam kontakt ze sprorą grupą osób odchudzającyh się i każda zauważyła, że jeśli całkowicie rezygnuje na dłuższy czas ze słodkiego, w chwili kryzysu nie daje rady i po prostu pakuje sobie do buzi wszystko, co złapie w ręce. Zjedzenie czegoś małego, słodkiego raz na 3 czy 4 tyg. to nie grzech i tak DA RADĘ schudnąć ;) Zrzuciłam już ponad 16kg, a stosowałam takie zasady.
    Poza tym blog ogólnie na +, ciekawe pomysły, inspiracje :)
    smacznienadiecie.blox.pl

    OdpowiedzUsuń
  10. no uwagi bardzo dobre, też o tym pisałam, że są zdrowe (nie tak szczegółowo co prawda). Gratuluje, że potrafisz zjeść kilka orzeszków, ja jak bym zaczęła, to bym nie skończyła na 15g tylko na 15dkg, dlatego na diecie wolałam nie zaczynać, bo było by kiepsko :P

    OdpowiedzUsuń
  11. Witam
    Czy dodanie do ciast z Twojego bloga słodziku bądź ksylitolu zmniejsz jego kaloryczność?
    Pozdrawiam
    Kasia

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja się nie do końca zgodzę, że nie wolno w ogóle jeść czegoś słodkiego, czy jakiejś przegryzki. Sama jestem na diecie i pozwalam sobie od czasu do czasu (może 2, 3 razy w tygodniu, zalezy czy coś jest w domu) na 2 ciasteczka, czy 2 kostki czekolady dziennie. I nie zagraża to mojej diecie, bo zawsze trzymam sie bilansu kalorycznego. Czasem przez np. 2 tygodnie nie jem nic słodkiego, bo po prostu nie mam, sama nie kupuję :P Gorzej jest z ciastami, ale u mnie goszczą wyłącznie okazjonalnie - święta, urodziny, imprezy. Tortów nie tykam, natomiast jakiegoś sernika czy szarlotkę zjem nie duży kawałek np. na śniadanie. Wiadomo, że sytość na krutko, ale jednak jakaś tam przyjemnośc jest i nie stanowi to dla mnie problemu, by raz zrezygnować z normalnego sniadania. Każdy ma wybór, co woli. Dla mnie to jednak wieksza meczarnia, gdy widze jak wszyscy zajadają się ciastami, a ja nie mogę tknąć, niż kiedy nie zjem śniadania. A problemu z odstawieniem czekolady po 2 kostkach raczej nie mam. Po 1,5 roku mam całkiem dobrze wypracowaną wolę, jeśli równocześnie mam motywacje do bycia szczupłym i zdrowym ;) Jesli pozwalam sobie na słodkie to w godzinach porannych np. do owsianki zjeśc ciasteczko ;) I wszystko jest ok :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No super podejście, ja też sobie pozwalam na słodkie, rzadko ale czasem jem. Ale zanim to opanowałam wolałam sobie nie pozwalać, bo nigdy nie kończyło się na jednym. Teraz tak umiem, kiedyś w ogóle bez opamiętania wręcz. Dlatego każdy lepiej niech siebie oceni, jak umie zapanować nad słodyczowym głodem, to niech je jedno dziennie. U mnie to działa dopiero po 2 latach walki samej ze sobą. Ale walkę wygrałam :)

      Usuń
  13. a co z lodami? tuczą czy nie...?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie, że tuczą :) Podobno są mniej kaloryczne niż inne słodkości, ale muszę posprawdzać dane. Osobiście za lodami nie przepadam i ich nie jem, więc jakoś zapomniałam o nich.

      Usuń
  14. Oj od czasu do czasu nawet jest wskazane żeby sobie schrupać coś słodkiego :) Nie można sobie wszystkiego odmawiać, bo wiadomo, że "zakazany owoc smakuje najlepiej". Gdyby tak ciągle tylko liczyć te kalorie to można by zwariować :) W weekendy, święta, spotkania z rodziną, przyjaciółmi to po prostu trzeba mieć zawsze jakieś słodkości :) Fajny blog, pozdraiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz jak to jest, jak łasuchowi powiesz, że można na diecie jeść słodycze, to będzie mieć problem opanować się w ilości. Mówię o prawdziwych łasuchach. Ja jestem łasuchem i wiem jak jest, czasem lepiej nie pobudzać kubków smakowych, bo można wpaść w trans. Dlatego ku przestrodze... ale dla odmiany mam sposób na siebie, cała seria dietetycznych słodkości u mnie na blogu. A te co tutaj - no pewnie, że jem, ale o tym cicho sza... :D

      Usuń
  15. Przestawiłam się ze słodzenia herbaty i kawy cukrem na miód. Dziś ze zdziwieniem odkryłam, że cukier ma więcej kalorii niż cukier :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmmm, cukier od cukru? Teraz się zastanawiam czy to Ty masz na myśli miód czy ja gdzieś tak napisałam :)

      Usuń
  16. Nie, nic takiego u Ciebie nie przeczytałam. To moja prywatna inicjatywa. Jakoś tak od dawna mi się zdawało, że miód mniej waży kalorycznie... skoro jest zdrowszy :)

    OdpowiedzUsuń
  17. oooh, kiedyś mój dzień bez tych rzeczy był stracony. teraz też się objadam, ale sałatą :D

    OdpowiedzUsuń
  18. Dostałam mega kopa po tym co tu zobaczyłam, a właśnie czytałam Twoje teksty pijąc kawę z rurkami nadziewanymi kakaowymi. Są już zjedzone, żałuję ogromnie że zeżarłam (ehh, gorzka kawa bez cukru i mleka z czymś słodkim jest taka dobra...) No ale koniec od dzisiaj z tym. W ogóle jakoś nie myślałam o tym, że paluszki mają tyle kalorii. A na filmie tak dobrze smakują. Koniec, dzięki za motywację.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Proszę :) Te rurki to ja kiedyś jadłam po kilkadziesiąt dziennie! Tylko, że z białym nadzieniem.

      Usuń
  19. chciałam zapytać o suszone owoce dokładnie daktyle śliwki rodzynki i wisnie zalezy mi na uzupełnieniu magnezu wapnia ale jestem na diecie a wiem że nie są one niskokaloryczne chciałabym je stosować jako sos do kaszy mannej jaglanej dodatek do past z twarożków czy zmieni się ich kcal jeśli będę je rozpuszczać we wrzątku.prosiłabym o rade odnośnie nasion która chciałabym zastoswać jako posypke na chleb,sałatki lepiej zastosować siemię lniane czy len mielony

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z owocami na pewno ostrożnie, wiele z nich jest dosładzanych. W przypadku sprawdzonych z dobrego źródła, np jakiś bio już lepiej, ale też mają kalorii trochę, więc jak ze wszystkim - z umiarem. Siemię lniane kiedyś czytałam, że lepiej jeść mielone lub rozdrobnione, wtedy korzystamy z tego co ma w środku, bo jak w całości to przez nas przelatuje i niewiele korzyści.

      Usuń
  20. bardzo ładnie to opisałaś, bardzo się postarałaś wstawiając wyraziste zdjęcia, mogę się zgodzić z tobą na 90 procent, jako osoba gruba kochająca słodycze, która schudła 30 kg na diecie doktora Bardadyna zaprzeczam temu że nie powinniśmy jeść wszystkich orzechów, suszonych owoców lub nasion. Proponuję zapoznać się z tą dietą, gdzie podstawą są suche owoce nasiona i orzechy,bo są mega zdrowe, należy patrzeć ile się ich zjada, doktor pozwala też na 3 kostki gorzkiej czekolady, stosując tą dietę nie cierpiałam szoku z powodu braku cukru, zakłada ona że należy jeść to co ma najwięcej pierwiastków i witamin, bo jeśli czegoś brak w organizmie to szukając tego pochłaniamy góry jedzenia, dostarczenie ich spowoduje prawidłową przemianę materii a efektem ubocznym jest chudnięcie bo jest to dieta odmładzająca a nie odchudzajaca, polecam wszystkim

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Orzechy jeść, ale te zdrowe i z umiarem. Na pewno nie solone orzeszki i słone pistacje w ilości 1kg do filmu :) Pozdrawiam

      Usuń
  21. Nic nowego tu się nie dowiedziałam, to że słodycze mają kalorie to wiadomo,teraz w necie wszyscy chcą być ekspertami od odchudzania a wcale nimi nie są, myślałam,że to dietetyk przedstawia tą wiedzę. Jak się chcę schudnąć to trzeba iść do dietetyka i On najlepiej ułoży zróżnicowaną dietę ,która pozwoli schudnąć a do tego obowiązkowa aktywność fizyczna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. byłam u dietetyka, zapłaciłam 300 zł za dietę, która była bardzo monotonna i nie miała nic wspólnego z profilaktyką niedoborów w diecie bezmięsnej, dietetyk nie powiedział mi również nic czego bym nie wiedziała, że trzeba jeść pięć razy w ciągu dnia i itp. itd.
      trafiłam na blog, schudłam 5 kg, więcej nie potrzebuję, niestety z powodu hardcorowych ilości pracy nie mam siły ani czasu na ćwiczenia, nie chcę też podważać pracy dietetyków (tj nie generalizować), ale nie demonizujmy, Magda naprawdę odwala dla nas kawał dobrej roboty - przepraszam, może będę nieelegancka w swoich wypowiedziach, ale nie potrafię tego określić innymi słowami, obawiam się, że niewiele jest osób, którym by się chciało tak dzielić swoją wiedzą, doświadczeniami i wymyślaniem na życzeniem nowych przepisów, pozwólmy sobie może więc na trochę luzu :)
      tola

      Usuń
  22. Czy gdzieś tu jest napisane, że bloga prowadzi dietetyk??? NIE!!! Jest wyraźnie zaznaczone przez autorkę, że nie jest dietetykiem! Magda przekazuje tu swoje doświadczenia z odchudzaniem samej siebie, podaje sprawdzone przepisy i to czego się dowiedziała i wypróbowała podczas swoich poszukiwań smacznych i odchudzonych potraw. Z wpisów użytkowników tego bloga i własnego doświadczenia wiem, że można schudnąć i nie być głodnym i nie trzeba latać do dietetyka, a nawet nie trzeba specjalnie ćwiczyć czego jestem najlepszym przykładem. Od września schudłam 15 kg i poza spacerami z psami (umiarkowanymi) nie wysilam się specjalnie ;-)
    Pozdrawiam,
    Lidan

    OdpowiedzUsuń
  23. Witam. Od września jestem stałą bywalczynią na blogu. Trafiłam tu przypadkiem szukając przepisów do warsztatów kulinarnych dla dzieci. Do tej porY nie musiałam nic pisac ale ta wzmianka o dietetykach mnie zmobilizowała, ponieważ właśnie jestem dietetykiem i powiem wiecej, że blog Magdy jest dla mnie ogromną inspiracją w planowaniu jadłospisów, bo po cóż wyważać otwarte drzwi:) Dzięki Magdo. Pozdrawiam Anka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też dziękuję, choćby za te powyższe komentarze czujnych czytelniczek :)

      Usuń
  24. "Ja już teraz czasem sobie pozwalam na ciasteczko, ale przez okres diety, prawie 5 miesięcy nic a nic nie ruszyłam"

    Uważaj, ja też przez 4 miesiące diety nie pozwalałem sobie na żadne odstępstwo, potem impreza rodzinna, raz się przełamałem i... teraz jeszcze trudniej powtórnie mi z tego wyjść...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znam to i wpadam w taką pułapkę co każde święta...

      Usuń
  25. A tak z ciekawości: co zrobiłaś z tymi słodkościami, gdy porobiłaś juz im te zdjęcia? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Panie w osiedlowych sklepikach patrzyły na mnie jak na nienormalną, bo przez ponad miesiąc przychodziłam i kupowałam na wagę 2szt tego czy tamtego. Robiłam zdjęcie, dawałam dzieciom w nagrodę za posprzątanie pokoju :) Na zapasie nic w domu nie trzymałam, żeby nie kusiło. Raz nawet jak weszłam to pani do mnie: no, co tym razem, może pani się skusi chociaż na 3 szt :) Płaciłam jej jakieś grosze w stylu 0,65zł i wychodziłam :D Dużo z tego to były rzeczy "kradzione". Mama nauczycielka często dostaje jakieś czekoladki, bombonierki, więc przykładowo ptasiego mleczka policzyłam ile szt potrzebuję i jej zabierałam pod zdjęcie. Obawiałam się mieć w domu całe opakowanie.

      Usuń
  26. Jej, jak ja sie ciesze, ze znalazlam Twoj blog. Powiem szczerze, ze moim najwiekszym problemem zawsze bylo wymyslanie potraw, czegos co jest smaczne, zdrowe i malo kaloryczne. Strasznie mnie to demotywowalo. Dzieki Twojemu blogowi jest mi o wiele latwiej, bo za kazdym razem wyszukuje inspiracji w twoich daniach obiadowych. Najgorsze jest dla mnie to, ze nie moge jesc slodyczy i slonych przekasek ;( nie wiem czy dam rade, ale postaram sie zrobic wszystko, by nie polasic sie na nic slodkiego dopoki nie zrzuce tych przyklejonych do mojego ciala, zbednych 10kg :P Potem bede sobie pozwalac od czasu do czasu na cos slodkiego, ale juz w granicach rozsadku, bo wiem przez jakie katusze bede musia znowu przejsc, by pozbyc sie znienawidzonych kilogramow. Jeszcze raz Ci bardzo dziekuje :) Trzymajcie za mnie kciuki!!!! Pozdrawiam- Ania

    OdpowiedzUsuń
  27. Mała nieścisłość. Tofeefe3 sztuki ma 123 kcal a nie 210.

    OdpowiedzUsuń
  28. cudowny blog,jestem w trakcie "brania się za siebie"znalazłam tu wiele cennych wskazówek,mam nadzieję,że się uda,trzymajcie kciuki,napewno bedę polecać Twojego bloga innym,pozdrawim :)

    OdpowiedzUsuń
  29. Na pewno sie uda.Ja nie trzymam się ściśle diety bo niestety gubią mnie słodycze a jednak korzystając z bloga już zgubiłam 7,5 kg. To i tak sukces biorąc pod uwagę te nieszczesne słodkości.

    OdpowiedzUsuń
  30. Witam. Odkryłam tego bloga przypadkiem kilka miesięcy temu. Skorzystałam z wielu rad i przepisów, dzięki temu pozbyłam się 6 kilogramów w 4 miesiące. Niby nie tak wiele, ale zawsze był to dla mnie problem ponieważ kocham słodycze. Jestem uzależniona. Niestety po przeczytaniu tych wszystkich informacji dotarło do mnie jak mało mi dają wartości odżywczych a jak dużo kalorii. Wzrokowo w końcu do mnie dotarło :-). Teraz zanim sięgnę po ciastko zastanawiam się czy nie lepiej owoc lub coś równie wartościowego. Jedząc 1300 kalorii faktycznie szkoda "zmarnować" 300 na batona, nie powiem i tak kusi czasami. Ci co w tym nałogu rozumieją o czym piszę. A dziś zrobiłam frytki w piekarniku, rewelacja. Nie spodziewałam się, że takie dobre będą. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To chyba jesteś kolejną osobą,która trafiła tu ot tak przypadkiem :) Ja także całkiem przez przypadek odkryłam ten blog i jestem bardzo zadowolona. Polecam go wszystkim a Magdzie kłaniam się w pas bo to kawał dobrej roboty ale ona już chyba o tym wie i pewnie jej się już znudziło czytanie tego samego :)

      Usuń
    2. Nigdy mi się nie nudzi :) Jakbyście przestali pisać, to bym nie miała motywacji, żeby wrócić na bloga, a tak nawet mi się chce zacząć nowy etap.

      Usuń
    3. He he he i bardzo dobrze to będziemy cię chwalić do znudzenia :)

      Usuń
  31. Znalazłam tego bloga dzięki mojemu mężowi. Wychodząc za mąż byłam smukłą dziewczyną, 52 kg wagi przy 165 cm wzrostu. A już 1,5 roku po ślubie waga wskazywała 59,5 kg, więc klasyczny syndrom panny młodej mnie dopadł. Z racji nowego roku i kaca po świątecznym obżarstwie mąz szukał stron o bombach kolarycznych i tak znalazł Twojego bloga. Dał mi do przeczytania i.... olśniło mnie. Zmieniłam styl gotowania, wprowadziłam do naszej diety więcej warzyw, kasze, ryże, pełnoziarniste pieczywo. Potem zaczęłam liczyć kalorie. Efekt? 8 kg w dół i figura jak przed ślubem. Cieszę niesamowicie ta zmianą i nie zamierzam pozwolić, by jakikolwiek zbędny kilogram wrócił. Do tego jeszcze bardziej pokochałam gotowanie, które stało się moją pasją. :) Tylko mąż - sprawca tego całego zamieszania - czasem narzeka, że za mało mięcha i że zjadłby pizze. Ot taki paradoks. :)
    Madziu, bardzo dziękuję za power, jaki dał mi Twój blog, żeby w końcu zmienić siebie. Wcześniej też byłam przypadkiem, na który żadne diety nie działały. Teraz - chcieć to móc. :) Dziękuję za przykład i inspirację!

    Pozdrawiam,
    Magda :)

    OdpowiedzUsuń
  32. Świetna strona! Właśnie przechodzę na dietę więc te wiadomości są bardzo przydatne.

    OdpowiedzUsuń
  33. Czy jest gdzieś przepis na ten torcik a'la rafaello i na jogurtowiec? Bo muszę przyznać, że mnie zaintrygowały :)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dział Słodyczy Raj i wszystko tam jest.

      Usuń
  34. No po tym wszystkim co tu przeczytałam, nie mogę nie spróbować. Po leczeniu hormonalnym, przytyłam 13 kg, to mnie załamało,próbowałam diety i ćwiczeń, bez skutku jednak,waga wciąż szła do góry. Magdo, dzięki tobie zaczynam wierzyć,że być może jest dla mnie jeszcze nadzieja, że uda mi się zrzucić ten ciężar z siebie i odzyskać figurę. Dziękuje.

    OdpowiedzUsuń
  35. kupiłaś to wszystko, porobiłaś zdjęcia dla tego wpisu a potem....? wyrzuciłaś? nie dałabym rady tak..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wyrzuciłam :) Zdjęcia robiłam dość długo, chyba z miesiąc je zbierałam. Część rzeczy pochodziło z paczek mikołajkowych dzieci, więc zjadały to na bieżąco (dozowałam). A ciasteczka takie na wagę, to wzbudzałam powszechne zdziwienie pani z "delikatesów", bo kupowałam na zasadzie: poproszę 3 kruche ciasteczka, a pani zdziwiona, że mówimy o sztukach a nie o 30dkg. Po czym płaciłam 57groszy i koniec zakupów. Robiłam zdjęcie, a dzieci zjadały jedno czy dwa ciacha dziennie na deser po obiedzie.

      Usuń
  36. Witam,napisałaś że jesteś uzależniona od słonych i słodkich przekąsek, co powiesz na zdrowe czipsy z jarmużu,pomysł niestety nie mój, odsyłam Cię na stronę Vita Art, ja już wypróbowałam( długo szukałam jarmużu odsyłam do Makro, najlepiej kupić nie umyty ma fajne całe liście, umyty też ok ale ten pierwszy jest po pierwsze tańszy, po drugie liście kroisz sama jak chcesz, czekam na opinię, blog rewelacja, korzystam z Twoich rad od niedawna ale myślę, że na długo tu zagoszczę, szacun za to co robisz dla CHŁOPAKÓW

    OdpowiedzUsuń
  37. Mam pytanie, ile moze miec taka brytwanka sernika na zimno z galaretka i serkami chomogenizowanymi, a za spud robia biszkopty z biedronki.
    Bo bardzo lubie te ciasto i muglbym je jesc na kg, a tu waga leci w gure i konca nie widac.

    OdpowiedzUsuń
  38. Haha Bez przesady można to wszystko jeść normalnie i sie nie przejmować :)

    OdpowiedzUsuń
  39. Dziekuje. Wiele mi uświadomiłaś:)

    http://modderka.blogspot.com/?m=1

    OdpowiedzUsuń
  40. Czy będzie kontynuacja bomb kalorycznych? Jakieś kolejne wydanie z innymi słodyczami? Jest to bardzo ciekawy artykuł i bardzo otworzył oczy mojej mamie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, ale inne słodycze można zobaczyć na stronie ilewazy.pl

      Usuń
  41. Fajnie wiedzieć, że Ty również miałaś taki problem jak ja czyli jedno ciasteczko uruchamia lawinę. Już tak długo postanawiam schudnąć i już dawno by mi się udało gdyby nie słodycze i słone przekąski.Zawsze myślę sobie a co tam zjem jedno a co tam zjem drugie i mimo ,że dużo jeżdżę na rowerze i mimo ,że uwielbiam zdrowe dania z Twojego bloga waga ani drgnie. Dlaczego chcę schudnąć? Głównie po to by być pewniejszą siebie, mieć więcej energii, lepiej się czuć w swojej skórze. Madziu jak TY się czułaś gdy Ci się udało schudnąć? Co sprawiło ,że wytrwałaś? JAk się zmotywować??

    OdpowiedzUsuń
  42. Witam... Od listopada ubiegłego roku sie odchudzam, z 86 kg moja waga spadła do 64 i utkneła w miejscu. Przestałam dokładnie liczyc kalorie ale jem mało. Czasem podjadam i jakoś tak mam chęc na więcej jedzenia, chce wrócic do tego odchudzania wczesniejszego ale wpadłam w jakas pułapke jedzeniowa. Słodyczy nie jadam czasem ciasteczko. Musze wrócic do dokładnego liczenia kalorii bo jak dokładnie liczyłam to chudłam. Mam 170 cm i w chwili obecnej waże 64 kg ale chcę schudnąć do 55 kg. Trzymajcie kciuki żeby sie udało.

    OdpowiedzUsuń
  43. Dziś trafiłam na informację, ile kcal ma jeden rogal świętomarciński. To chyba rekordzista na liście bomb kalorycznych. 1 sztuka 250g może mieć i 1200kcal...

    OdpowiedzUsuń