logo

logo

wtorek, 17 stycznia 2012

Oszukać samego siebie na diecie, czyli wielkie nic, a dużo na talerzu




Temat chodził za mną od dłuższego czasu, żeby pokazać Wam jak się oszukać na diecie i jeszcze sobie uwierzyć. To jest sztuka, co?! Przedstawię Wam swój przykład, co ja robiłam, żeby nie chodzić głodna, nie podjadać byle czego i przeżyć kolejny dzień diety. Częściowo są to pomysły wyczytane i polecane przez kogoś, czasem nawet piszą, że to udowodnione naukowo. Ja się nie znam co jest naukowe, a co nie naukowe. Wiem natomiast, co się sprawdziło u mnie i u kilku znajomych, którzy w ostatnim roku poszli w moje ślady. Mówią, że działa, więc warto spróbować, może na Was też podziała i okaże się, że dieta, to całkiem fajny czas.



Śniadanie

Płatki z mlekiem

W skrócie mówiąc wcześniej płatków kukurydzianych do miseczki sypałam ile weszło, zalewałam do pełna mlekiem. Jak kupiłam wagę kuchenną, to zważyłam, policzyłam i wyszło 550kcal na jeden posiłek. No cóż, trzeba było coś pomyśleć, zatem ograniczyłam o połowę mleko i nie sypię już tyle płatków. Moja miseczka aktualnie zawiera: 200ml mleka, 2 łyżki płatków kukurydzianych, 2 łyżeczki czubate płatków owsianych, 4 łyżeczki czubate otrębów i kilka rodzynek ewentualnie. W sumie jest to ok. 250kcal, a nie 550kcal i wygląda mniej więcej tak jak na zdjęciu.







Kanapki

Zakładam, że jak ktoś jest na diecie, to już przywykł do mojej zasady, że chlebek jemy ciemny i wszelkie pieczywo ciemne, ewentualnie pieczywo chrupkie.
Poniżej przedstawiam wszystkie rodzaje pieczywa, które kiedykolwiek używałam i przybliżone wartości kaloryczne. Dobrałam takie ilości wszystkiego, żeby w przybliżeniu kalorycznie wyszło na to samo.




 
- 2 kromki ciemnego pieczywa (140kcal)

- 1 bułka pełnoziarnista (160kcal)

- 6 kromek pieczywa chrupkiego razowego (150kcal)

- 4 wafle ryżowe (150kcal)






Mam doświadczenia z każdym tym pieczywem i powiem jedno. Pieczywo chrupkie jadłam, owszem, bo bardzo je lubię. Ale nie powiem, żebym czuła się po takich kanapkach, że faktycznie to był posiłek i się najadłam. Taka bardziej przekąska, a nie śniadanie. W ostatnich miesiącach wróciłam do chleba, albo nawet do bułek pełnoziarnistych. Chleb jak chleb, dwie kanapki i tyle. Ale z bułką to można wyczyniać optyczne oszustwa. I właśnie taki przykład chcę przedstawić.

Na talerzu macie obraz tego jakich składników użyłam do zrobienia normalnej bułki, Nie wgłębiając się w szczegóły kaloryczne na talerzu mamy:

- bułkę pełnoziarnistą (60g),
- łyżkę serka kanapkowego (30g),
- 2 plasterki wędliny drobiowej (30g),
- pół małego pomidora (50g),
- pół małej cebuli (25g).

W sumie 270kcal.







Z tych składników zrobiłam zwykłą bułkę na dwa sposoby. Pierwszy sposób, taki do pracy powiedzmy, to wszystko do środka i bułka złożona w całości. Ja proponuję w pracy ją jednak rozłożyć na dwie połówki.


I to jest pierwszy, najłatwiejszy sposób na oszustwo samego siebie. Jemy tą bułkę dwa razy dłużej, dłużej gryziemy, wolniej wprowadzamy do żołądka, to też zdrowiej niż na szybko pochłonąć całą bułę. Podobno (to gdzieś wyczytałam) nasz mózg również takie powolne jedzenie odbiera tak, jakbyśmy zjedli po prostu więcej. Także takie oszustwo polecam, czy do bułek czy do kanapek. Osobiście przetestowałam i potwierdzam, że to działa.


A teraz ta sama bułka na dwa inne sposoby, to już bardziej takie oszustwo w warunkach domowych i wymaga to trochę więcej czasu na przygotowanie.


Po pierwsze dokładamy zieloną sałatę. Sałata to praktycznie kaloryczne zero, więc nawet jej nie liczę. Dla ciekawskich 1 liść sałaty ma 1kcal. I teraz, cała tajemnica oszustwa tkwi w sposobie pokrojenia bułki. Po lewej bułka pokrojona na 3 części, po prawej bułka pokrojone na małe kromeczki, wyszło mi ich 8szt. Do każdego sposobu użyłam dokładnie tyle samo składników, co przedstawiłam na wstępie. Ale czy nasze oczy i mózg można oszukać? Myślę, że z powodzeniem. Jak jestem w domu, to zdecydowanie tak przygotowuję swoje kanapki, jem je dłużej i naprawdę psychicznie odczuwam jakbym zjadła bardzo dużo. Spróbujcie i oceńcie sami, czy na to pójdziecie.

Podsumowując te nasze kanapeczki - zestawienie zbiorcze wszystkich przygotowanych przeze mnie bułek, na każdym talerzu 270kcal. Różnica optyczna jest, prawda?



Zamiast kalorycznych przegryzek

To, co teraz zaproponuję, to nie do końca może Wam przypaść do gustu, bo ciężko powiedzieć, że substytutem czekoladki, która za mną chodzi jest kapusta kiszona. Ale bardziej zależy mi na tym, żeby Wam pokazać jak można zamiast przegryzienia przykładowej bułki z jogurtem w przelocie zjeść o wiele więcej ilościowo, a jednocześnie o wiele mniej kalorycznie. Może nazwę to po imieniu, żeby była jasność. W tej części opiszę Wam to, czym zwyczajnie się zapychałam, żeby nie być głodną i nie szperać po lodówce z myślą: coś mi się chce, coś bym zjadła. Poglądowo ta słynna bułka z jogurtem jest na takim samym talerzu, na którym przedstawiam przekąski, żebyście mieli obraz skali i rozmiaru talerza.
Wartość kaloryczna całego zestawu (bułka pszenna 50g i mały jogurt owocowy 120g) to 255kcal.

Kapusta

Warzywo, które od ponad roku jest u mnie w lodówce na stałe, jak widzę, że się kończy, to już kupuję następną, żeby zawsze była pod ręką.
Polecam kapustę kiszoną, ma jedyne 20kcal/100g, co oznacza, że ta ilość na talerzu (1/2kg) to jedyne 100kcal. Nie wiem, czy ktoś da radę zjeść całe pół kilo, ale nawet jeśli, to kalorii malutko, a żołądek wypełniony na jakiś czas i dzień idzie do przodu.
Inny kapuściany zapychacz, to surówki z białej kapusty. Kapusta jest niskokaloryczna, do tego jak dodamy inne niskokaloryczne warzywa, to zjemy dużo objętościowo i mało kalorycznie. Na zdjęciu zrobiłam surówkę z następujących składników: mała ćwiartka kapusty (200g), 1 marchewka (100g), 1 mały pomidor (100g), 1 łyżka jogurtu naturalnego (25g). W sumie sałatka ma 120kcal. Ogólnie polecam wszystko, co zawiera kapustę, jest niskokaloryczna i zdrowa, także takie zapychacze w postaci surówek z kapusty, to samo zdrowie.



Ogórki

Ogórki, to jedne z najmniej kalorycznych warzyw, podobno też nie mają za wiele cennych składników, ale na diecie w sam raz, takie „dużo a mało”.
Polecam ogórki kiszone i korniszony, mają ok. 11-16kcal/100g, a przedstawione przez mnie na talerzu (1/2kg) kiszonych, to zaledwie 55kcal.
Mizeria – surówka obiadowa, zrobiona z jogurtem zamiast śmietany jest zdecydowanie niskokalorycznym zapychaczem. Na zdjęciu mizeria z 1 długiego ogórka (300g), 1 cebuli ze szczypiorkiem (100g), 2 łyżek jogurtu naturalnego (50g).  W sumie na talerzu 80kcal.



Brokuły i kalafiory

W lodówce również niemalże na stałe zawitały brokuły i kalafiory. Kiedyś, jak ktoś mi mówił, że mam gotować kalafiora na parze i tym się żywić na diecie, to mówiłam, że dajcie spokój, kto by jadł zwykłego kalafiora. Odkryłam, że taki zwykły z wody czy z pary to mdłe, ale jak się je porządnie przyprawi, to jest to super sprawa. Najbardziej sprawdza mi się przyprawa do ziemniaków albo do kurczaka. Na talerzach odpowiednio po 1/2kg każdego, w sumie brokuły mają tu 105kcal, kalafiory 65kcal.



Niskokaloryczne surówki

Można ich skomponować wiele, jak nas fantazja poniesie. Ja przedstawiam tylko kilka, takich hiciorów, które najczęściej na diecie robiłam i w sumie nadal robię. Wszystkie znajdziecie w dziale sałatek i surówek.



Sałatka kalafiorowa – kalafior (250g), ½ zielonego ogórka (150g), 1 łyżka jogurtu naturalnego (25g), koperek. W przepisie są jeszcze orzechy, ale tu mówimy o zapychaniu się na diecie, więc obniżałam wartość kaloryczną jak tylko mogłam. Z tych ilości wychodzi tyle, co na zdjęciu, wartość energetyczna całości 65kcal.

Marchewka z jabłkiem – 1 marchew (100g), 1 duże jabłko (200g), 1 łyżka jogurtu (25g). Ta surówka to taka królowa w moim domu, najczęściej ją robiłam i w sumie nadal robię, łatwa, zawsze składniki pod ręką. Na zdjęciu wszystkie powyższe składniki przerobione na sałatkę o wartości energetycznej 110kcal.

Biała rzodkiew z cukinią – ½ białej rzodkwi (200g), 1 mała cukinie (2000g), 1 łyżka jogurtu (25g). Zestawienie dwóch niskokalorycznych warzyw, w sumie na talerzu 70kcal.

To tylko przykłady, polecam wszystkie surówki, które przedstawiłam w przepisach i sami kombinujecie z połączeniach. Grunt to łączyć niskokaloryczne warzywa, wtedy jest na talerzu sporo, a kalorii niewiele. Ważne, żeby żołądek był pełny!


Surowe warzywa i owoce

Marchewki to dietetyczna podstawa, u mnie zawsze pod ręką. Główna zasada – jak kupicie marchewki, to od razu je wszystkie obierzcie i do lodówki. Zauważyłam po sobie, że jak mi się chciało jeść, to zaglądałam do lodówki, a tam owszem marchewka, ale komu by się chciało ją obierać i się chwytałam jakiejś innej niezbyt trafnej przekąski. A jak marchewki obrane, to od razu w rączkę i przegryzacz jest. Jedna średnia marchewka waży 100g, więc ma 27kcal. Także marchewek nigdy za wiele.

Jabłka, pomarańcze i mandarynki, to z kolei podstawowe owoce na diecie, które jadam. I też staram się dłużej delektować ich smakiem, więc kroję jabłko na kawałeczki, pomarańcze, mandarynki obieram i na talerzyk i z taką porcyjką wygodnie zasiadam i zajadam. Staram się, żeby żaden z posiłków nie był w locie i na stojąco, dlatego nawet owoce, to jest rytuał przygotowywania posiłku. Na mnie to oszustwo też działa. Na talerzu 110kcal.



Zupy

Kolejny przykład zapychacza. Stworzyłam dział z przepisami na zupy, są tak wskazówki dietetyczne, z których płynie jedna podstawowa zasada: zupy nie na mięsie, bez tłuszczu, gęste od warzyw. Ja gotowałam gar takiej zupy, niekoniecznie z samych warzyw, czasem z ryżem, kaszą, nawet z ziemniakami, rzadziej z makaronem. I taka zupa zawsze była pod ręką, pół litra mojej zupy (w większości przepisów), to jedyne 100kcal. Można było na jakiś czas się zadowolić. To wcale nie są wodzianki, są niskokaloryczne, bo nie mają tłuszczu zwierzęcego. Tradycyjnie podstawą każdej zupy jest wywar mięsno-warzywny i pływające na wierzchu zupy oka z tłuszczyku. Uwierzcie, że da się też tym najeść, żołądek rozgrzać i nie sięgać po byle co, bo pół litra zupy z warzywami, to sporo ilościowo. Poglądowo kilka zup na zdjęciach, przepisy i zasady w dziale ZUPY.



Napoje

Zgodnie z rozpowszechnioną wszędzie teorią, przed każdym posiłkiem najlepiej wypić szklankę wody i odczekać nawet pół godziny. Wtedy woda wypełnia nas w pewnym sensie i mniej możemy zjeść. Mogę powiedzieć, że coś w tym jest, że po wypiciu płynów czuję się pełna, ale z pewnością nadal głodna. Także możecie próbować przed jedzeniem pić, może na Was to będzie działać tak jak powinno.
A oprócz wody to najlepiej herbatę, jeśli ktoś lubi gorzką (bo cukru nie polecam), herbatki owocowe zamiast wysokokalorycznych soków.


Także jak widzicie, da się, tylko trzeba zacisnąć zęby i wcinać warzywa. Jeśli będziecie sobie tłumaczyć, że marchewki, to nie dla mnie, albo ile można jeść kapustę i korniszony i chwytać nadal po tą przykładową „bułkę z jogurtem”, to nic z tego nie będzie. Jak się w przeszłości narozrabiało i przytyło, to trzeba ponosić konsekwencje. To nie są jakieś straszne wyrzeczenia, ale dla niektórych radykalne zmiany, z którymi na początku może być ciężko.




60 komentarzy:

  1. Wszystko wszystkim, ale normalny człowiek mleka wodą nie rozcieńcza, a 200 kcal na śniadanie to chyba jakaś parodia, nawet na diecie. To takie moje uwagi, reszta chyba w porządku, jeśli człowiek się odchudza.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zgadzam się z powyższym komentarzem w 100 %

      Usuń
    2. ja również się zgadzam... poza tym taka ilość ogórków kiszonych czy kapusty to potworna ilość soli. wiesz, że 2 ogórki kiszone całkowicie pokrywają dzienne zapotrzebowanie na ten składnik? a nie zapominajmy, że soli jest też mnóstwo w innych produktach, chociażby w takiej niewinnej szynce...

      Usuń
    3. Ja nie mówię, że mamy zjeść taką ilość kapusty czy ogórków, litości, to się można zakwasić na amen :) Ja tylko porównawczo pokazałam jak przykładowa ilość przekłada się na kalorie, tak obrazowo akurat wzięłam sobie 1/2kg wszystkiego. A z tym śniadaniem, to trochę nie rozumiem problemu, bo też nie napisałam że jem płatki z mlekiem a potem dopiero obiad. Jem płatki na rozgrzewkę, potem drugie śniadanie kanapki, a potem jakieś kolejne 4-5 posiłków, także spokojnie takie płatki mogą być. Jedni z rana piją kawę, ja jem płatki z mlekiem, a później normalne kanapki jak większość. Kto by na samych płatkach wytrzymał :)

      Usuń
  2. Artykuł bardzo ciekawy, na pewno wiele z niego zapamiętam i przyda się w życiu. A co do soków to najmniej kaloryczne są Hortexy light (niestety słodzone słodzikiem). Najmniej ma pomarańczowo-grejfrutowy. Mi średnio smakuje, rodzinie bardziej.

    OdpowiedzUsuń
  3. niskokalorycznie, ale wciąż przepysznie:)

    OdpowiedzUsuń
  4. cześć,
    odkryłam Twojego bloga jakiś tydzień temu i od tamtego czasu codziennie go przeglądam. jestem już prawie 4 miesiące na diecie (-10kg : )) i takie inspiracje na lekkie, proste i smaczne posiłki to dokładnie to, czego potrzebuję. życzę dużo radości z prowadzenia bloga i pozdrawiam!
    ola

    OdpowiedzUsuń
  5. miałam podobnie z tymi wielkimi ilościami płatków z mlekiem;)tzn.od czasu do czasu i teraz mi się to zdarza,ale co zrobić,uwielbiam je,a lepiej zjeść coś takiego niż pełne tłuszczu słodycze itp.Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja także kroję jedna bułkę na kilka kawałków. Sprawdzony sposób, na pewno działa.
    Co do mleka to 100ml ma ok.45kcal (1,5% tłuszczu jeśli dobrze pamiętam). Do tego dodam, że płatki kukurydziane warto zastąpic musli, chociaż nie każdy lubi takie rzeczy.Zwłaszcza jak się trafi na kiepska firmę można się bardzo rozczarować widząc 90% płatków owsianych ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Zgadzam się z większością. Sama sporo schudłam i wiem, że da się to zrobić, wcale się nie głodząc:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Witam
    Bardzo ciekawy blog dużo ciekawych porad , tylko tło strasznie męczace oczy .Pozdrawiam Aga

    OdpowiedzUsuń
  9. Moje stare, dobre triki. :)
    Ciekawy post, ale po odchudzaniu koniecznie należy jeść większe śniadania.
    Ja przed odchudzaniem robiłam tak jak Ty z płatkami... 500kcal, no ładnie.

    OdpowiedzUsuń
  10. Bardzo ciekawe porady.
    Ja jestem na tak jakby diecie.
    Po prostu jem co 3-4 godziny i tylko do 17.Mam nadzieję, że schudnę parę kilo do balu w czerwcu :)
    Może twój blog mi w tym pomoże, czytam go dziś pierwszy raz :P

    OdpowiedzUsuń
  11. Super wpis:) teraz się odchudzam i te przepisy bardzo mi się przydadzą, bo choć uwielbiam warzywa i dużo ich jem to już brak mi pomysłów na nowe zupy (też uwielbiam) i surówki. Ja jeszcze używam dużo ziół od zawsze, a najbardziej prowansalskie i koperek:) mnie zgubiły kaloryczne przekąski i siedzący tryb życia, ale zaczęłam walczyć z tym i są efekty. Na pewno będę tu zaglądać:) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  12. Ej ja jestem na diecie od września, schudłam 18 kg, mam jadłospis od dietetyka (alergie etc), ale czasem można na głowę dostać od gotowanej cukinii i marchewki :) Twoje przepisy rządzą. A co do tej surówki z cukinią, to ją gotujesz najpierw? Czy tarkujesz/kroisz surową?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ojej, gratulacje, bardzo dużo schudłaś, zazdroszczę naprawdę.

      Usuń
  13. Cukinię surową i w skórce, ale musi być z tych małych i świeżych. W sezonie te z pestkami już do surówek są takie sobie.

    OdpowiedzUsuń
  14. Hej, jestem na maksa zainspirowana Twoim blogiem (w poprzednim wpisie spowiadałam się z wagi publicznie). Na razie bez zmian. Ale po przeczytaniu tego kupuję pomysł z kapustą w lodówce i jogurtem naturalnym oraz innymi warzywami "na podorędziu".
    No i pierwsza potrawa bez tłuszczu (gulasz z ciecierzycy) wyszła super, tylko...
    ... co np. z czerwonym winem? Piszesz tylko o piwie, no dobra, mogę zrezygnowac, w końcu zimno jest, a wino? Ja dodaję do potraw z koncentratem pomidorowym i nie wyobrażam sobie gotować bez wina, kiedy już w potrawie nie ma np. oliwy, wtedy smak jest "płaski" i żadne przyprawy go nie "pogłębią"...
    I jak cukier jako przyprawa? Sorki jeśli o tym piszesz, nie doczytałam jeszcze wszystkiego...słodzisz np. potrawy? Ja w zasadzie cukru używam tylko do przyprawiania potraw, znowu dla "podrasowania" smaku. Dodam tylko, że nie używam żadnych gotowych mieszanek typu vegeta czy "przyprawa do" (nie lubię). Ale cukier musi być. Co ty na to?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo rzadko używam cukru do przyprawiania, jakoś mnie nigdy nie przekonywał, ale odrobina myślę nie zaszkodzi. A jeśli chodzi o wino, to zawsze mówię, że muszę zacząć go używać, ale nie umiem się za to zabrać, więc jakbyś miała ochotę na maila dać mi trochę wskazówek do czego to wino wlewać i w jakich ilościach, to chętnie zacznę coś z nim robić, a jak mi jeszcze tu piszesz, że to pogłębia smak to już w ogóle. Ja ogólnie nie jestem "alkoholowa" w życiu, więc się do tego muszę przekonać. I jestem zwolenniczką "przypraw do" bo mi tak wygodniej, tylko dlatego :) ktoś skomponował za mnie przyprawę i mi to pasuje, bo przyprawiania nadal się uczę :)

      Usuń
  15. Super blog! :))

    Co do soków - czy coli light - pisałaś chyba o "dobrych" i "złych" kaloriach.
    Cola 0 jest słodzona karmelem - ma sporo cukru i na pewno nie ma 0 kcal. Nie wiem dlaczego jest taka informacja na butelce... Już lepiej wypić bogatszy w kalorie sok z marchwi czy pomarańczy (są niesłodzone soki jednodniowe :)).
    Sok, sokowi nie równy... Wiadomo, że sok 100% (nawet nie słodzony) ma więcej kcal niż napój składający się z 5% soków rozcieńczonego w wodzie z masą konserwantów i "niskokalorycznymi" słodzikami.
    Rozcieńczanie mleka - robię tak kiedy gotuję kaszkę mannę albo kleik ryżowy (ok 30% mleka i 70% wody), niestety na samej wodzie mi nie smakują :P Ale jeśli chodzi o płatki... Ja lubię jednak czuć smak mleka.

    OdpowiedzUsuń
  16. Wiesz co, nie wiem o jakiej konkretnie piszesz Coli, ja pisałam o prawdziwej Coca-coli Zero i Pepsi Max. Obie są słodzone słodzikami, więc mają 0kcal. Na pewno Ci producenci nie podjęliby ryzyka pisania niezgodnych z prawdą informacji na butelce, za dużo by ich to kosztowało. Także wiem, to jest niezdrowe jak najbardziej, ale mi pomaga czasem zaspokoić potrzebę czegoś słodkiego. A mleko... długa historia, no smakuje mi takie i już :D Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  17. Witam Pani Magdo
    Jestem pełna podziwu, bardzo dużo pracy włożyła w ten blog, przy dwójce dzieci i pracy zawowodwej, pełen szacunek:)Sytyację rodziną i zawodową mamy podobnę, 2 dzieci, praco do 15.30, ale zanim wóce do domu, zanim zrobie zakupy i przygotuje posiłek, jest prawie 18-ta. CHciałabym zrzucić dosłownie 5 kg, tak mało, a tak wiele:) Mam naprawde słabą silną wolę. Pani menu jest fantastyczne, zastanawiam się tylko jak długo można przechowywać te danie, cięzko przecież jest szykować wszystko codziennie, na świeżo. Nie wiem szczerze mówiąc jak się zbarć do tego, ale wiem, ze muszę..idzie lato:)
    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czas się sam znajduje przy dobrej organizacji dnia, a i są momenty, że siedzę i się nudzę :) Jedna z moich czytelniczek prosiła o przykładowy zestaw potraw na 2 tygodnie, też pracuje, na zmiany, więc taki jej wymyśliłam, żeby było szybko i na kilka dni/porcji. Proszę się odezwać na maila, to prześlę, może się przyda. Nadmieniam, że ta czytelniczka schudła 2kg stosując się do tego :)

      Usuń
    2. A czy ja mogę dostać taki plan? Od wtorku idę do szkoły językowej (taki przymus w poszukiwaniu pracy za granicą), a chciałabym zacząć się odchudzać, a przy dziecku to trochę ciężko będzie...chciałabym schudnąć po ciąży :)

      Usuń
    3. Oj, to już nieaktualne :) w międzyczasie powstał post: Jak przeżyć kolejny tydzień diety... Masz go po prawej stronie w spisie treści. To jest lepsza wersja tego, co kiedyś rozsyłałam.

      Usuń
    4. Ha, już zauważyłam, jak przeglądałam bloga :) w zimie korzystałam bardzo często z Twojego bloga, i nie wpadłam na to że zaktualizowałaś ten wpis :) czy w takim razie możesz wysłać mi kalkulator kalorii? :) pozdrawiam

      Usuń
    5. To napisz na maila, odpisze i prześlę :)

      Usuń
  18. świetna strona, przemyslna i b. pomocna.

    OdpowiedzUsuń
  19. właśnie dziś wpadłam na tę stronę, przeglądam, czytam i już planuję co zrobić na obiad! fantastyczny blog! będę tu zaglądać co dzień po nowe pomysły na przekąski i zdrowe obiady! super! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zaglądaj, zaglądaj, sporo się tu tego nazbierało, żeby było urozmaicenie na talerzu.

      Usuń
  20. Świetna stronka, jestem tu pierwszy raz i jest ona akurat dla mnie na czasie. Podjęłam decyzję, że do dnia 21.04.2013 muszę pozbyć się trochę zbędnych kilogramów, by uroczystość w której w tym dniu będę uczestniczyć była dla mnie w pełni wyjątkowa. Mam pełne trzy miesiące. A przepisy i "zapychacze" przedstawione pasują mi, tym bardziej że są niezbyt pracochłonne.
    Gratuluję stronki, ciekawych a zarazem bardzo czytelnych i prostych w przekazie artykułów.

    OdpowiedzUsuń
  21. Madziu, kiszoną kapustą nie zakwasisz organizmu:) Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może organizmu nie, ale może to bokiem wyjść i poskręcać żołądek trochę, wiem co mówię, ja kupuję kapustę w wiadrach 5kg :D Więc "TROCHĘ" jej jem :)

      Usuń
  22. no ja na razie tylko w w 1 kg:) I też wiem, że może dziwne niezbyt przyjemne objawy wywoływać:)

    OdpowiedzUsuń
  23. Właśnie niedawno odkryłam twój blog jest naprawdę wspaniały. Jestem pod wrażeniem, na pewno coś wprowadzę do mojego menu, choć od 3 tygodni podobnie jem i trosze jestem podlamana ponieważ nie ma żadnych efektów i nie wiem dlaczego, jakis oporny mam organizm, może byś mi coś doradziła :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niektórzy tak mają. Cierpliwości, a jak nic się nie zmieni przez kolejne tygodnie, to napisz na maila do mnie, to pogadamy sobie :)

      Usuń
    2. no chyba jestem jakaś oporna, mój synuś też mówi że spokojnie i że mam się nie poddawać. mam nadzieje że coś się zmieni, bo oprócz diety również ćwiczę co drugi dzień wiec zobaczymy:)

      Usuń
  24. post jest genialny. przydatny w każdym calu. świetnie zrobiłaś te zestawienia żeby pokazać, jak wygląda to ilościowo. będę często zaglądać, bo są tu świetne rady. a rozpoczynam właśnie swoją walkę z apetytem, po zimie trzba :) Żałuję tylko, że tak późno trafiłam na Twój blog.
    Na dniach zrobię adnotacje na swoim blogu biologicznym nt. Twojego wpisu z odwołaniem do Twojej stronki.
    Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ilościowe porównania robią wrażenie :)

      Usuń
  25. świetny blog! Ja jestem weteranką w odchudzaniu- zdrowym i niestety nie bardzo zdrowym. Dzięki Twojemu blogowi zaczęłam zdrowo gotować ( i jeść co najważniejsze) i przy okazji zbijam brzuszek mojemu mężowi:))))). Pozdrawiam ciepło!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super :) No to czas na zdrową dietę :)

      Usuń
  26. Świetny sposób Madziu z tymi kanapkami! Będę stosować, wygląda jakby się cały wielgachny talerz kanapek pochłonęło a to tylko jedna ciemna bułeczka! :) Super!!!

    OdpowiedzUsuń
  27. Uwielbiam i podziwiam Panią :) od kiedy parę lat temu zaczęłam się odchudzać, nie potrafiłam wrócić do 'normalnego' odżywiania się, były ciągłe diety i momenty słabości przez które następował efekt jo-jo ze zdwojoną siłą... dzięki tej stronie, tym przepisom udaje mi się wrócić na ścieżkę racjonalnego odżywiania się :) przepisy są różnorodne (naprawdę Pani inwencja i kreatywność jest zdumiewająca :D ta baza przepisów może starczyć na całe życie ;) ) więc zaglądam do nich szukając dania na każdą okazję :) Dodam, że jestem studentką i mam nadzieję w przyszłości utrzymać zgrabną sylwetkę m.in. dzięki temu że w końcu znam ten najwyśmienitszy i niezastąpiony smak Zdrowia ;)
    pozdrawiam!:)

    OdpowiedzUsuń
  28. 500gram brokuła ma więcej kalorii niż 500gram kalafiora? nie wiedziałam!!

    OdpowiedzUsuń
  29. Witam, bardzo ciekawy blog i z pewnością skorzystam z wielu rad. :)
    Chciałabym tylko zwrócić uwagę na pewną rzecz, dzięki której schudłam 9 kg.
    Przede wszystkim nigdy nie liczyłam kalorii - zabiera to dużo czasu i jest bez sensu - nie tyle ważne są kalorie co ich jakość.
    I tak np. odnosząc się do któregoś wpisu, mogę powiedzieć z czystym sumieniem, że tłusty łosoś jest bardziej dietetyczny niż chudy dorsz. (oczywiście wszystko grillowane lub gotowane na parze). Tłuszcze rybie są bardzo zdrowe i pomagają usuwać cholesterol z żył. Jadłam na diecie głównie łososia, tuńczyka z puszki w oleju (odsączałam tylko olej - olej w postaci zimnej jest tak samo zdrowy, oczywiście nie przesadzamy), wędzoną makrelę.
    A teraz do czego zmierzam - nie polecam kukurydzy i marchewki. I znowu - nie patrzmy na kalorie. Bo marchewka i kukurydza zawierają cukier i skrobię, a skrobia jako cukier prosty powoduje nagły wyrzut insuliny do krwi i zbyt szybko się rozkłada. Oczywiście nie mówię, żeby unikać do zera, ale można naprawdę stosować zamienniki. :) To tylko taki przykład, oczywiście z całą resztą, typu jogurt zamiast majonezu się zgadzam. :)

    OdpowiedzUsuń
  30. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  31. Witam, mam takie pytanie do Pani- przepraszam jeśli odpowiedź na nie już się gdzieś pojawiła,ale na chwilę obecną mocno mnie to ciekawi. Otóż chciałabym zapytać jakie przerwy między posiłkami Pani stosowała na diecie bądź stosuje obecnie ? Licząc, że mamy 5-6 posiłków dziennie odstępy 3 godzinne są ok ? I jak długo się Pani adaptowała do przedstawionych porcji/ kaloryczności ? Pytam, ponieważ mam problem... stosując przerwy 3 godzinne i jedząc zmniejszone porcje (objętościowo i kalorycznie) czuję się ciągle głodna, a przecież jedząc często nie powinno tak być (stosuję produkty,które tutaj znalazłam-jogurty,otręby,surówki,owoce, ciemne pieczywo zgodne z ilościami). Gdy dochodzi już upragniona godzina posiłku czuję po prostu głód, a zgodnie z tym, że organizm magazynuje jak jest głodny obawiam się, że moje wysiłki są czcze. Czy to jest okres przejściowy czy gdzieś popełniam błąd ? Z góry dziękuję za odpowiedź.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To może jedz co 2 godz a nie co 3.

      Usuń
    2. No możesz jeść co 2 albo 2,5. Jak nie ma nic do roboty, to czas się dłuży, bo na diecie tak jest, że się mimo wszystko o jedzeniu myśli. Ja od kilku lat nie jem kolacji, niby głodna nie jestem, ale już mi się marzy ta moja czarna bułka, którą codziennie jem na śniadanie. Warto dla niej iść spać :)

      Na diecie jak miałam co robić, to czas szybko leciał. Wychodziłam z wózkiem na spacer, po drodze zakupy, odebranie drugiego dziecka z przedszkola, później wpadałam do domu, to karmiłam od razu małą i zanim miałam czas na posiłek mijały 4 godziny. Nigdy w tym czasie nie myślałam czy jestem głodna czy nie, bo nie miałam na to czasu. Ale już później siedzenie w domu... to ja po godzinie mogłabym coś jeść.

      Usuń
  32. Ja mogę powiedzieć , że też miałam taki problem (ciągłego głodu), minęło 1,5 godziny a ja znowu głodna jestem?, jednak po 2 tygodniach organizm chyba się przyzwyczaił do mniejszej kaloryczności i wielkości posiłków , i teraz bez problemu mam przerwę między posiłkami 4 godzinną.
    Pojawił się jednak inny problem, waga spadła o 7 kg i stanęła ...od 2 tygodni, nie wiem co robić , zmniejszyć jeszcze ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie zmniejszać, przetrzymać kryzys i będzie dobrze.

      Usuń
    2. Waga właśnie od dwóch dni ruszyła w dół, przepisy są rewelacyjne, to jest mistrzostwo świata .....pozdrawiam Kasia

      Usuń
  33. Jeszcze nadmienię że schudłam te 7 kg na tej diecie naszej kochanej Madziuni od stycznia tego roku....pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  34. jestem pod wrażeniem Pani bloga! jest super! zakochałam się w nim! będę tu często bywać!!

    OdpowiedzUsuń
  35. No proszę, jak można to wykombinować w bardzo prosty sposób a jednocześnie zyskując przy tym na sylwetce. Chyba trzeba będzie się zmobilizować i spróbować tego.

    OdpowiedzUsuń