logo

logo

środa, 3 września 2014

Dżem z czeremchy

Czeremcha pospolita lub amerykańska – sama nie wiem jaką mam, ale skłaniam się raczej ku pospolitej. Nie zrażajcie się, że nazwa jakaś obca i nieznana. Poczytajcie ciekawostki pod przepisem wraz ze zdjęciami, tam opisuję moje doświadczenia w poznaniu czeremchy.

Wertując różne źródła okazało się, że czeremcha rodzi bardzo zdrowe owoce, które pomagają obniżać ciśnienie tętnicze krwi, pobudzać układ oddechowy, działają antyseptycznie na układ moczowy i pokarmowy i są naturalnym lekiem na stres. Do tego zawierają między innymi duże ilości witaminy C, rutyny, żelaza. Więcej na temat czeremchy polecam poczytać tutaj.
 
Składniki:
owoce czeremchy (500g)
cukier (200g)
jabłka (500g)
sok z 1 cytryny


Przygotowanie:
Owoce czeremchy dokładnie obieramy z szypułek, myjemy i wrzucamy do garnka. Podlewamy niewielką ilością wody i gotujemy. Co jakiś czas mieszamy. Kiedy zaczniemy zauważać, że owoce pękają i gołym okiem widać pestki wyłączamy gaz i zostawiamy do przestygnięcia. Następnie owoce przecieramy przez sito tak długo, aż zostaną nam same pestki i skórki. W moim przypadku z 500g owoców uzyskałam 250g przecieru. Powstały po przetarciu ekstrakt ma wyczuwalną goryczkę, nie polecam go próbować tak „na surowo” w nadmiernych ilościach.

Jabłka obieramy ze skórki i trzemy na tarce na dużych oczkach. Jabłek ma być 500g już po obraniu i starciu. 
 

Przecier z owoców wrzucamy do garnka, dodajemy cukier i doprowadzamy do wrzenia, cały czas mieszając, żeby cukier się rozpuścił. Następnie wrzucamy starte jabłka i dokładnie mieszamy. Dżem gotujemy na małym ogniu w celu odparowania nadmiaru wody. Jeśli ktoś woli słodszy można dodać więcej cukru, a jeśli ktoś lekko kwaskowy, to polecam sok z cytryny. Ilość cukru jest orientacyjna i zależy od tego jak słodkie mamy jabłka. Po odparowaniu wody gorącydżem przekładamy do słoiczków, zakręcamy i gorące stawiamy do góry dnem dokładnie zawijając słoiki w gruby ręcznik. Zostawiamy na dobę, następnie sprawdzamy czy wszystkie słoiczki złapały – jeśli tak, to dżem z czeremchy gotowy na zimę.



Jak poznałam czeremchę… 
 
Domyślam się, że czeremcha nie jest Wam zbyt znana, tak jak i mi do pewnego czasu. Zaczęło się od tego, że pewne drzewo za moim ogrodzeniem na wiosnę pięknie zakwitło, pachniało i zwisało na moją część działki. Wtedy jeszcze nie wiedziałam co to rośnie, ale że było ładne, to nie pozwoliłam przyciąć – niech sobie zwisa. Później z kwiatów zrobiły się owoce, małe czarne kuleczki wielkości trochę większej od jagód. Wszyscy w okolicy mówili dzieciom, żeby tego nie jeść bo to trucizna, więc i ja tak mówiłam. Aż do czasu gdy kilka tygodni temu przyjechała w odwiedziny znajoma, która bardzo dobrze zna się na wszelakiej roślinności i powiedziała mi, że to czeremcha i że z tego się robi bardzo dobre nalewki. Oczywiści jak odjechała, to już nazwy nie pamiętałam. Ale poszperałam, metodą prób i błędów dogadałam się z google i znalazłam!

Do nalewki się przymierzam, ale w międzyczasie znalazłam wskazówki jak te owoce przetworzyć w dżemy. Odchudzając znaleziony przepis o znaczną ilość cukru powstał dżem, który ma tak oryginalny smak, że oprócz słoiczków dla siebie mam kilka na specjalne okazje, które będę rozdawać znajomym, bo czegoś tak oryginalnego dawno nie jadłam. 
 
Smak owoców prosto z drzewa - bym powiedziała dziwny, jak wytrawna wiśnio-czereśnia, z lekką goryczką, choć większe i najczarniejsze owoce już prawie w ogóle goryczki nie mają. Najpierw zrobiłam niewielką ilość próbną, ale nawet nie zdążyłam zapakować dżemu do słoika, bo dzieci mi wyjadały łyżkami z miseczek. Na drugi dzień poszłam w kilogramy owoców.

Gdzie rosną drzewa? Szczerze powiem, że wcześniej się nie przyglądałam, ale od tygodnia mam manię oglądania wszelkich dziko rosnących drzewek samosiejek w lasach, za miastem, na niezagospodarowanych łąkach. Tego jest mnóstwo, choć tak jak mówię, wcześniej nie rzucało mi się w oczy. Poszukajcie, a znajdziecie! Gorąco polecam na przetwory, bo odkrycie tych owoców niezwykle mnie cieszy i z czystym sumieniem polecam!


22 komentarze:

  1. Ja znałam czeremchę tylko jako pięknie kwitnące drzewo, nigdy bym nie pomyślałam ,że można coś zrobić z jej owoców. To ci dopiero ciekawostka kulinarna ;)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Magda jesteś cudem i tworzysz cudne rzeczy

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie przesadzajmy.....

    OdpowiedzUsuń
  4. Podobno sok tez jest pyszny. Pozdr.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  6. Dzień dobry :)
    Przeczytałam niedawno wpis na Twoim blogu o diecie makrobiotycznej. Od dawna planowałam przejście na dietę makrobiotyczną, ale dopiero teraz dojrzałam do tej decyzji. Nurtuje mnie tylko jedno. Mianowicie procentowość posiłków. Nie wiem jak obliczać owe procenty: wagowo, czy kalorycznie?
    Jeśli np. zjadam dziennie 1100 kcal to ziarna stanowią 40-60% (czyli 495-550) kcal a warzywa 25-35 % *(czyli ok 275-385 kcal dziennie) i tak dalej.
    Czy np. jeśli zjadłam na obiad 100g ryżu to tylko 30 gram to mają być warzywa.

    Z góry dziękuję za wyjaśnienie wątpliwości.

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  7. Ta czeremcha to czeremcha amerykańska. Wiem to na pewno, bo jestem botanikiem. Podoba mi się Twój przepis.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, to dobrze wiedzieć, w takim razie mam amerykańską :) I nie mogę odżałować, że tyle jej się u mnie marnuje, bo oprócz "mojego drzewa", jest mnóstwo samosiejek w okolicy. Tylko fizycznie nie jestem w stanie wszystkiego przerobić!

      Usuń
  8. Czeremecha. Nigdy nie spotkałem się z tą nazwą. Ciekawi mnie jakie ma pH, czy jest bezpieczne dla zębów. Może gdzieś znajdę informację. A jeśli ktoś chciałby dowiedzieć o (nie)szkodliwych dla zębów owocach, polecam http://zebuszka.blogspot.com/ . Ale dżem wygląda przepysznie ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Owoc - jakim by nie był - zawsze pozostanie cudownym lekarstwem - może nie ma takich efektów jak antybiotyk, jednak udowodnione jest, że owoce podnoszą naturalną odporność, dodają witalności, poprawiają wygląd skóry, dodają potencji i wzmacniają budowę ciała. Jedzenie owoców jak najbardziej na tak!

    OdpowiedzUsuń
  10. Magda, no i dobrze, że nie uda Ci się wszystkiej czeremchy w sąsiedztwie przerobić na pyszne dżemy, bo ją trzeba zostawić dla ptaszków na zimę.

    OdpowiedzUsuń
  11. Staram się odżywiać bardzo zdrowo, dużą ćwiczę, systematycznie tracę na wadze. A mimo to mój problem z chrapaniem powraca. Są noce kiedy nie chrapie w ogóle, i takie które...

    OdpowiedzUsuń
  12. A mnie już w dzieciństwie wmawiano, że owoce tego drzewka są trujące! A tu proszę :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Trujące, czyli nie jadalne owoce ma czarny bez. Z niego też jest przepyszny dżem oraz sok. Właśnie się przymierzam. Przy okazji rozglądnę się za czeremchą !

    OdpowiedzUsuń
  14. Ja miałam z czeremchą tak samo jak Ty, najpierw ten cudowny zapach w maju, a we wrzesniu zerwałam je w lesie / dowiedziałam się od brata który pracuje w lesie że to nie gryzie ;)/ i nastawiłam nalewkę :)). Wyczuwalna goryczka, ale smak fajny, dżemu nie robiłam, ale moze kiedyś......Wogóle w lesie wiele jest takich roślin, które sa zapomniane: głóg, rokitnik - ale które to, to nie wiem :)) Pozdrawiam.
    A.

    OdpowiedzUsuń
  15. Witam, przetarłam, ale powstała masa jest czarna, a nie taka jak na zdjęciu. Dlaczego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo to na zdjęciu to już dzem z jabłkami i cukrem. Sama czeremcha jest czarna po przetarciu, wiec wszystko jest ok.

      Usuń
  16. Kiedyś czytałam że w dawnych czasach owoce czeremchy ale myślę tej polskiej nie amerykańskiej dodawano do pieczonego chleba w celu zmniejszenia apetytu i nasycenia się mniejszą ilością. W czasach braku żywności to miało duże znaczenie.

    OdpowiedzUsuń
  17. Muszę wypróbować Twój przepis, bardzo mi się spodobała :) Mam takie dosyć duże drzewko na polu, samosiejka- cała oblepiona owocami, więc zaczęłam szukać w necie, czy coś można z tego zrobić, tak trafiłam na Twój blog. Dziękuję i pozdrawiam! Violka

    OdpowiedzUsuń
  18. Ktoś w komentarzu napisał, że bez czarny jest trujący i niejadalny... Ignorancja sama w sobie. Ręce opadły... A co do czeremchy - zszokowałem się, że ktoś tego może nie znać, szczerze. W moich stronach to zawsze robiliśmy soki, dżemy a nawet jadało się na surowo jej owoce... A nawet się tępi ją. Ile już z tym chwastem walczę, a i tak przegrywam. Porada dla Was: nie pozwólcie na więcej niż jedna sadzonkę w pobliżu, każdą inną wyrywajcie bez wyrzutów, bo potem wam tak rozmnoży się, że nie dacie rady jej zwalczyć. U mnie jak tylko rolnictwo poszło w odstawkę, to ptaki tak czeremchę rozniosły, że w ciągu 20 lat z paru krzaków zrobiły się jej hektary.

    OdpowiedzUsuń
  19. Aha, zapomniałem dodać że łatwo rozróznić amerykańską od rodzimej europejskiej. Po pierwsze nasza nie jest inwazyjna i dlatego jest jej mniej, nasza rośnie bardziej w lasach i obrzeżach lasu, jest też czesto niższa, no i liście ma inne. Amerykańska sieje się gdzie popadnie, rośnie wyższa i ma liście sztywne jakby i woskowe, a nie ma takich żyłek? prążków na liściach i nie są matowo zielona, jak liście naszej biedulki. Na wszystkich Twoich zdjęciach jest hamerykunka;)

    OdpowiedzUsuń
  20. Ja od zeszłego roku oszalałm na punkcie czeremchy. Soki robię i nalewkę, ta jest pyszna, smakuje troszkę, jak amaretto:) W swoim ogrodzie też mam drzewko, własnie w tym roku wydało pierwsze owoce,a za płotem wszędzie jej pełno. Można rwać wiadrami, w tym roku jest urodzaj.

    OdpowiedzUsuń